Przełamać granicę wytrzymałości, jaką granicę?!? Ultramaratończykiem być!

BIEG-SZLAK-TRAFI-63-1024x684

W pewnym momencie życia podejmujesz decyzję, że trzeba się za siebie wziąć i schudnąć. Wkładasz buty i biegniesz. Pamiętasz ile przebiegłeś za pierwszym razem? 2, 3, może 4 km? Pewnie później myślałeś, że skonasz? Wkręcasz się jednak szybko w to bieganie, wzmacniasz, a po jakimś czasie wstajesz z kanapy i połykasz 57 km po kurewsko ciężkim, pagórkowatym terenie! Przeżywając kryzys na 40 kilometrze tłumaczysz sobie, że do mety jeszcze tylko 17… Posłuchaj, bo to tekst o Tobie.

Kiedyś biegałem dużo. Jak opętany kręciłem kilometry po 6 razy w tygodniu, bo obrałem sobie cel – bieg na Kasprowy Wierch, następnie półmaraton i w końcu królewski dystans – 42,195km. Zrobiłem to, udowodniłem sobie coś, zajrzałem w głąb granic swojej wytrzymałości i stwierdziłem, że takowa nie istnieje! Nauczyłem się, jak budować plany treningowe i co zrobić by się nie uszkodzić w drodze po wymarzone rezultaty. Później mocno mi przeszło to bieganie. Miałem dość tłuczenia nogami i stawami! Zafascynowała mnie bardziej techniczna kalistenika (ćwiczenia siłowe z masą własnego ciała). Nie odciąłem się jednak od elementów treningu biegowego wplatając je do mojego autorskiego programu dedykowanego głównie ludziom chcącym się odchudzać – FitFaza Method.

Efekt tego taki, że przez ostatni rok moja objętość treningowa to UWAGA: jeden czwartkowy trening grupowy wykorzystujący elementy biegowe, 4 typowo kalisteniczne treningi i tyle. Sporadycznie pojawiał się zryw i wówczas przebiegałem 10-15 niedzielnych kilometrów. Miało to miejsce maksymalnie 8-10 razy w tym roku. No i w przypływie dobrego humoru decyduję się pokonać ultramaraton na 57 km w hardcorowym terenie. Można? Tak, da się! I to w całkiem niezłym tempie.

Po co to komu? Biegniemy!

Początek ultramaratońskiego dystansu Bieg Szlak Trafi idzie jak z nut. Lecę w teamie z Kubą – przyjacielem ze studenckiej ławki. Z założenia wszystkie wzniesienia pokonujemy szybkim marszem, by nie forsować zbytnio nóg i nie wbijać na zbyt wysoki puls. Zbiegamy za to jak szaleni, tak wymyślił Kuba, który ma już kilka ultramaratońskich startów za sobą i trochę doświadczenia w dyscyplinie. Zarabiamy na tej operacji sporo czasu, w szczególności, gdy lecimy techniką wyłącznie muskania podłoża. Masa ciała napędza się sama. Jest fun i adrenalina. To niestety trochę inwazyjne, a maksymalne oszczędzanie organizmu to klucz w ultramaratonie.

To ciekawe, ale pierwszy kryzys mamy już po 22 km! Patrzę na Kubę, a jego mina jakaś taka niewyraźna. Pytam, co też mu siedzi w głowie, mając nadzieję, że to samo co mi. Odpowiada, że jakoś tak ciężko i chyba ma chwilę zwątpienia. Zaraz jednak dodaje, że nie ma się co mazać, bo do mety jeszcze przecież tylko 35km!!! Ufam mu i biegniemy do kolejnego punktu odżywiania 8km dalej. Tam ogólnie panująca dobra atmosfera przywraca nam wiarę w siebie. Można się napić coli – to właśnie kocham w tych różnych moich zajawkach, że często wszystko jest w nich wywrócone do góry nogami i standardowo niezdrowe rzeczy stają się czasem pożądane:). Zażartowałem sobie, że do coli to by się i lufa przydała, co momentalnie podchwytuje gospodarz karczmy i przynosi flaszkę białej czterdziestoprocentowej. My się nie decydujemy, ale pogodny pan biegacz – tak na mój gust z dychę starszy od nas – dziarsko wlewa w siebie wysoko-wyskokowy napitek lekko rozcieńczony popularnym środkiem do odkręcania śrub zwany colą:). Później będzie nam ten biegacz towarzyszył przez kolejne 20 km, by finiszować przez nami! Że jak do tego doszło?!? Nie wiem, ale nie o tym tu mowa.

Po punkcie odżywiania na 40 km niespodzianka, spacer po błotnistym gzymsie, gdzie niekontrolowany uślizg nogi może się skończyć w strumyku 3 metry niżej. Ja korzystam oczywiście z tej atrakcji, ale jakoś łagodzę upadek do granic możliwości minimalizując straty jedynie do upierdolenia w błocie loga FitFaza na koszulce. Strata niby niewielka, ale… forsujemy olbrzymią górę i wychodzimy na prostą, Zjadamy jakiś turbo węglowodanowo-taurynowy dopalacz. Kuba zaczyna lecieć jak szalony – znaczy z utrzymuje tempo poniżej 6 min/km, co wydaje mi się niebotyczną prędkością biorąc pod uwagę to, co do tego momentu przeszliśmy. Ruszam dziarsko za nim. W nogach ból przenikający nie do opisania, ale większa walka dzieje się w głowie, która z jednej strony chce za wszelką cenę odpoczynku, z drugiej nakręca się tym, że biegniemy. To przecież dzięki temu się przemieszamy i skracamy dystans. Do mety już tylko 15km. Doturlaliśmy się jakoś do 50. km. Tam bardzo uprzejmi ratownicy medyczni owinęli mi łydki jakimś żelowym specyfikiem i uratowali je od dających o sobie od dłuższego znać czasu skurczach. No i się zaczęło liczenie metrów: dobiegnijmy jeszcze do wzniesienia, później do kolejnego drzewa… liścia… fatamorgany… czegokolwiek… Tylko po to by oszukiwać mózg i dać mu nadzieję. Na dwa kilometry przed metą równamy się z zawodnikami, którzy startowali na krótszych dystansach. Boli okrutnie, ale jakoś niesie nas tłum i przekraczamy metę po niespełna 7 godzinach i 29 minutach. Nakurwia każdy mięsień i każdy staw, ale to przecież tylko ból. Przemija… Każdy kto jest na mecie ultra jest zwycięzcą, bo pokonał siebie!

Dwa dni po starcie jestem już w pełni zregenerowany i wiszę na drążku, a obiecywali, że ciało będzie dochodziło do siebie dwa tygodnie…

No właśnie po to. Aktywnie żyć!

Po co o tym wszystkim ci opowiadam? Jest tylko jeden powód. Chcę zarazić Cię fitfazową zajawką i pokazać, że nie uprawiasz jej głównie dla pięknego ciała, choć to to oczywiście fantastyczny skutek uboczny. Chcę pokazać, że trenujesz ciało po to by mieć piękny umysł. Po to by udowodnić sobie i Tobie, że nie ma rzeczy niemożliwych, a bariery i ograniczenia, które wymyślamy można przesuwać w zasadzie w nieskończoność i wówczas możemy je wyprzeć z życia. Piszę Ci o tym byś mógł pokochać aktywny styl życia i korzystał z fantastycznych różnorodnych zajawek jakkolwiek nie miałyby one na imię: surfing, snowboard, wakebord, bieganie, triathlon, czy cokolwiek tam jeszcze sobie wymarzysz…

Pamiętaj:PIĘKNO TKWI W SILE, A SIŁA JEST PIĘKNA!

fot. http://www.biegszlaktrafi.pl/poleszak/

ZOSTAW KOMENTARZ

3 × three =

Kontakt

odezwij się

Maciej Antoni Szczepaniak

 

Telefon:

530 444 401

 

E-mail:

fitfaza@gmail.com

Imię i nazwisko (wymagane)

Adres email (wymagane)

Temat

Treść wiadomości

Please leave this field empty.

Designed by lookslike